Stowarzyszenie wspomaga prof. Andrzeja Mackiewicza
w dążeniach do rejestracji szczepionki terapeutycznej
jako leku.

admin

Nikt nie potrafi pomóc chorym na czerniaka 28.07.2012

Marta Żbikowska

Kiedy profesor Andrzej Mackiewicz wynalazł szczepionkę na czerniaka, złośliwy nowotwór skóry, nie mógł przewidzieć problemów, które spotykają go dzisiaj. W czasie kilkuletnich badań zmieniły się przepisy i procedury związane z finansowaniem badań klinicznych. Pieniądze na lek skończyły się dwa miesiące temu. Pisaliśmy o tym na łamach “Głosu”. Wtedy, 130 pacjentów biorących udział w badaniu klinicznym stanęło w obliczu dramatu. Bez comiesięcznej dawki szczepionki czekał ich nawrót choroby.

W walkę o zdobycie pieniędzy na szczepionkę zaangażował się profesor Andrzej Mackiewicz, kierownik Zakładu Immunologii Nowotworów Wielkopolskiego Centrum Onkologii i Katedry Biotechnologii Medycznej UM w Poznaniu, pacjenci i ich rodziny oraz wielkopolscy parlamentarzyści. Wszyscy jednak odbijają się od drzwi gabinetów.

Posłanka Krystyna Łybacka postanowiła chwycić się kolejnej deski ratunku w walce o pieniądze na finansowanie szczepionki.

Chce spróbować zaangażować w sprawę partyjnych liderów.

– Mimo wielokrotnych prób, nie udało mi się spotkać z premierem w tej sprawie, ale mam nadzieję, że inni mają większą siłę przebicia – tłumaczy posłanka Łybacka.

Z ministrem zdrowia próbował umówić się na spotkanie prof. Mackiewicz. – Nie spotkałem się z ministrem – mówi prof. Mackiewicz. – Po tym, jak codziennie wysyłałem do niego SMS-y, minister umówił mnie z ówczesną podsekretarz stanu Agnieszką Pachciarz.

Spotkanie jednak nie zaowocowało żadnymi ustaleniami.

– Omówiliśmy, jakie są możliwości zdobycia pieniędzy, ale nie padły żadne deklaracje – tłumaczy profesor Mackiewicz. Odpowiedzią Ministerstwa Zdrowia na swoją prośbę o wyjaśnienie sprawy szczepionki rozczarowany jest poseł Tadeusz Dziuba.

– W skrócie napisano mi, że to, co robi profesor Mackiewicz, to prowadzenie badań klinicznych, a takie nie mogą być finansowane przez ministerstwo – mówi zdenerwowany poseł Dziuba. – Moim zdaniem, mamy do czynienia z gotowym produktem i zasłanianie się procedurami nie jest w porządku. Tutaj, w tej sprawie wyraźnie brakuje zrozumienia i dobrej woli.

(tekst pochodzi ze strony www.gloswielkopolski.pl)

Profesor Mackiewicz i jego pacjenci walczą o pieniądze na leczenie czerniaka 27.07.2012

Marta Żbikowska, Danuta Pawlicka

Niewiele ponad milion złotych to kwota, która pozwoli profesorowi Andrzejowi Mackiewiczowi kontynuować leczenie chorych na czerniaka, czyli nowotwór złośliwy skóry. Suma ta może uratować życie 130 pacjentów leczonych wynalezioną przez poznańskiego naukowca szczepionką.

– W pojęciu leczenia onkologicznego jest to leczenie niemal darmowe, kwota jest wręcz symboliczna – przekonuje profesor Mackiewicz, kierownik Zakładu Immunologii Nowotworów Wielkopolskiego Centrum Onkologii i Katedry Biotechnologii Medycznej UM w Poznaniu.

Skąd więc problem ze zdobyciem pieniędzy?

– Profesor miał pecha, bo w trakcie trwania jego badań zmieniły się przepisy i procedury. Kiedy zaczynał, nie mógł przewidzieć tych problemów, które ma dzisiaj – mówi poseł PiS Tadeusz Dziuba.

– Procedurami zasłania się teraz minister zdrowia, gdy pytam go o możliwości pomocy.

Moim zdaniem, trzeba spojrzeć nie tylko na przepisy, ale na kontekst. A jest on taki, że mamy lek, który może uratować życie ludzi i trzeba zrobić wszystko, aby chorzy ten lek dostali.

Ministerstwo Zdrowia tymczasem uważa, że nie można przeznaczać pieniędzy z budżetu na zakup leku, który nie jest zarejestrowany. Twierdzi, że tu nie chodzi o “produkcję” szczepionki, ale o finansowanie badania klinicznego.

– Sponsorem badania klinicznego może być osoba fizyczna, osoba prawna albo jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej – tłumaczy Agnieszka Gołąbek, rzecznik Ministerstwa Zdrowia. – Minister zdrowia nie może być sponsorem takiego badania.

Rzecznik dodaje, że szczepionka jest produktem leczniczym w fazie badań klinicznych, a jej skuteczność nie została jeszcze potwierdzona. Dlatego też jej podawanie ma charakter “eksperymentu medycznego”, a nie terapii leczniczej. Szczepionki nie może więc kupić także NFZ. Dopóki lek nie zostanie zarejestrowany, pacjenci mogą być leczeni tylko w ramach badań klinicznych.

– NFZ opłaca opiekę medyczną i leczenie standardowe pacjentów – mówi profesor Mackiewicz. – Dzięki życzliwości, udało nam się obniżyć koszty stałe, które ponosimy bez względu na to, czy produkujemy lek, czy nie. Wynajmujemy pomieszczenia, płacimy pracownikom, przechowujemy komórki w ciekłym azocie. Niektórzy to rozumieją i za ubezpieczenie płacimy symboliczną kwotę.

Skąd mogłyby pochodzić pieniądze na produkcję szczepionki? Profesor Mackiewicz twierdzi, że z Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych, poseł Dziuba wskazuje ogólną rezerwę budżetową, a posłanka Łybacka Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. We wszystkich przypadkach decyzję musi podjąć rząd: minister zdrowia lub Rada Ministrów. Wszyscy pozostają jednak głusi na prośby pacjentów.

– Siła przebicia naukowca jest słaba – zauważa profesor Mackiewicz. – Co innego koncernu farmaceutycznego.

Aby lek zarejestrować, trzeba przeprowadzić jeszcze jeden etap badań klinicznych. Pozwoli on także udokumentować skuteczność poznańskiego leku.

– Musielibyśmy podsumować wyniki naszych dotychczasowych badań, a na to potrzeba od 15 do 20 milionów złotych. Nie mamy takich pieniędzy – przyznaje profesor Mackiewicz. – Dopiero z pełną dokumentacją możemy zwrócić się do firmy farmaceutycznej, która ewentualnie zdecyduje się na rozpoczęcie procedury rejestracyjnej i produkcję szczepionki.

W ten sposób 130 chorych tkwi w błędnym kole. Jako że szczepionka nie jest zarejestrowanym lekiem, nie ma także możliwości wykupienia jej przez pacjentów. Niewielkie kwoty na prowadzenie badań klinicznych przekazuje uczelni Stowarzyszenie Chorych na Czerniaka. Wcześniej pacjenci przyjmujący szczepionkę wpłacają darowizny na konto stowarzyszenia.

– Pacjenci płacą po 615 złotych przed przyjęciem leku, taką kwotę ustaliliśmy – przyznaje profesor Mackiewicz. – To jedna trzecia kosztów wyprodukowania dawki leku, a i tak nie każdego pacjenta na to stać. Dlatego Stowarzyszenie podejmuje przeróżne działania i akcje charytatywne, dzięki czemu zdobywa pieniądze, które nam przekazuje.

To ciągle jednak mało. Profesor Mackiewicz zdecydował się jednak lek podawać, zadłużając się coraz bardziej. Od 19 lipca wznowił terapię pacjentów, przerwaną dwa miesiące wcześniej, kiedy skończyły się pieniądze. Miesięczna przerwa wystarczyła, aby rak zaatakował. Jedną z pierwszych ofiar przerwania terapii jest Julianna Bzdak z Kępna.

– Od 11 lat walczę z tym nowotworem, przeszłam dwie operacje licznych przerzutów do kości i piersi, miałam radioterapie. Odkąd zaczęłam brać szczepionkę, był spokój, ale wystarczyła jedna przerwa i znów choroba zaczęła się rozsiewać. Mam nowe ogniska za uchem, na nodze, nawet na paznokciu u nogi – mówi Julianna Bzdak.

Kiedy chorzy nie dostają szczepionki, pozostaje im chemioterapia, która w większości przypadków jest nieskuteczna.

– W razie przerwania terapii naszą szczepionką i wystąpienia progresji choroby, koszt skutecznego leczenia jednego pacjenta będzie równy całej potrzebnej sumie na kontynuację terapii ponad 130 chorych – oblicza profesor Mackiewicz.

(tekst pochodzi ze strony www.gloswielkopolski.pl)

Ministerstwo eutanazji. A miało być: zdrowia 25.07.2012

Leszek Waligóra

Szanowny Panie Ministrze! Dziękuję Panu za to, że nic Pan nie robi w sprawie polskiej szczepionki na czerniaka. Dzięki temu właśnie zaczęło umierać 130 osób. Wychodzi na to, że jesteśmy już bardzo nowoczesnym krajem. W końcu mamy legalną eutanazję. Nie wiem, czy prawnie podlega to już pod morderstwo?

Gdyby 130 osób zginęło w wypadku – jeszcze tego samego dnia na miejscu katastrofy pojawiłby się premier, kilku ministrów, kilkunastu posłów – również tych z opozycji. Same koszty ich przejazdu kosztowałyby pewnie z milion. Gdyby wichura zerwała dachy z domów 130 ludzi – jeszcze tego samego dnia zaoferowano by pomoc dla poszkodowanych. Pewnie ponad milion złotych. W Poznaniu od dwóch miesięcy nie podaje się leku, który ratował życie 130 chorym na czerniaka.

Zabrakło miliona.

I co? I nic. Minister śpi, posłowie piszą interpelacje. Ludzie umierają. Ale kogo to obchodzi?

Kogo??? Skandal – to za małe słowo. To jest afera. W sensie prawnym to jeszcze nie morderstwo. Przecież ci ludzie chorują, nikt im w głowy nie strzela. Ot, zabrakło pieniędzy na lek, który nawet nie jest jeszcze zarejestrowany. 130 osób, na których go testowano, żyło wyłącznie dzięki niemu. Teraz choroba wraca.

Na czerniaka są inne leki. Dokładnie dwa. Jeden zapewnia przeżycie 25 procentom chorych przez 2 lata, dzięki drugiemu 16 miesięcy przeżywa 50 procent pacjentów, ale tylko tych ze specyficzną mutacją genów. Bez takiego leczenia 2 lata z zaawansowanym czerniakiem przeżywa 10 procent chorych. Z poznańską szczepionką przeżywa prawie 90 procent. Ale to nie poznańska szczepionka jest zarejestrowana. Polskie państwo ma w nosie wynalazek własnych naukowców.

Jeśli za rok czy dwa, polskie państwo zacznie refundować leczenie mniej skutecznymi i droższymi wynalazkami – to trudno będzie nie podejrzewać tego państwa o jakieś dziwne konszachty.

Ale nie będą tego robić pacjenci leczeni poznańską szczepionką. Oni umrą. A kolejne 500 osób, zapadających w Polsce co roku na zaawansowanego czerniaka, będą też umierać. Nie przez strzał w tył głowy. Nikt nie będzie musiał nawet pociągać za spust. Wystarczy nie podpisać jednego papierka. Nie przeznaczyć na lek miliona, czy 20 milionów na dokończenie procesu jego rejestracji. Ten milion, to tyle co dwa-trzy ministerstwa wydają rocznie na kawę i ciasteczka.

Gratuluję Wam, białe, ministerialne kołnierzyki. Biedy nie możecie zlikwidować, ale gdy możecie ratować życie, też robicie to co umiecie najlepiej. Czyli: nic.

To eutanazja?

(tekst pochodzi ze strony www.gloswielkopolski.pl)

Pacjenci umierają na czerniaka, bo minister nie dał pieniędzy na szczepionkę 25.07.2012

Danuta Pawlicka, Marta Żbikowska

Mimo interwencji wielkopolskich parlamentarzystów, nadal nie udało się zdobyć pieniędzy na szczepionkę ratującą życie chorym na czerniaka – groźny nowotwór. Przerwanie leczenia zamienia życie pacjentów w dramat. Na wznowienie produkcji szczepionki dla 130 pacjentów brakuje niewiele ponad milion złotych. Minister zdrowia tych pieniędzy nie daje!

– Zwróciłam się w tej sprawie bezpośrednio do premiera, gdyż moje wcześniejsze interpelacje nie przynosiły żadnych efektów – mówi Krystyna Łybacka, posłanka SLD. – W tym tygodniu powinnam dostać odpowiedź.

Według Krystyny Łybackiej, sprawę rozwiązać mogłaby zmiana rozporządzenia, której dokonać może minister zdrowia.
– Gdyby chodziło o zmianę ustawy, mielibyśmy więcej możliwości działania, a w tej sytuacji można liczyć jedynie na dobrą wolę ministra.

Tej jednak brakuje.
Minister nie zmienia bowiem rozporządzenia tak, aby możliwe było finansowanie III etapu badań klinicznych, w czasie którego podaje się lek pacjentom. – Na posiedzeniu Sejmu podjęłam ten temat, ale odpowiedź Ministerstwa Zdrowia była żenująca – przyznaje Łybacka.

Zachowanie ministra Bartosza Arłukowicza dziwi także Tadeusza Dziubę, posła PiS. – W maju wysłałem pisemną prośbę o wyjaśnienie sytuacji, ale do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi – przyznaje Dziuba. – Nie rozumiem tego. Zawsze na pisma posłów ministerstwo reagowało choćby kurtuazyjną odpowiedzią, a w tym przypadku kompletna cisza.

Przypomnijmy, że finanse na wytwarzanie szczepionki na czerniaka wyczerpały się miesiąc temu. Zapadła decyzja o przerwaniu produkcji  zaprzestaniu leczenia. Na skutek nie trzeba było długo czekać. Jedną z pierwszych ofiar przerwania terapii jest Julianna Bzdak z Kępna.

– Od 11 lat walczę z tym nowotworem, przeszłam dwie operacje licznych przerzutów do kości i piersi, miałam radioterapie. Odkąd zaczęłam brać szczepionkę prof. Mackiewicza, był spokój, ale wystarczyła jedna przerwa i znów choroba zaczęła się rozsiewać. Mam nowe ogniska za uchem, na nodze, nawet na paznokciu u nogi – opowiada.

Pani Julianna nie rozumie dlaczego terapia musi zostać wstrzymana. U Wandy Gawron z Myjomic koło Kępna czerniaka zdiagnozowano 16 lat temu. U niej w czasie dwóch miesięcy bez szczepionki rak także nie odpoczywał: – Pootwierały mi się rany, które nie wyglądają dobrze, coś się z nich ciągle sączy – mówi.

Do Stowarzyszenia Chorych na Czerniaka zaczynają docierać sygnały od tych, którym bez szczepionki pozostaje tylko, nieskuteczna w ich przypadku, chemia. – A chemia nie działa – wyjaśnia prof. Andrzej Mackiewicz, kierownik Zakładu Immunologii Nowotworów Wielkopolskiego Centrum Onkologii i Katedry Biotechnologii Medycznej UM w Poznaniu, autor szczepionki. – Etap badań klinicznych został już zakończony – powtarza profesor. – Teraz chodzi o kontynuowanie leczenia chorych w ramach badań klinicznych i podtrzymanie ich życia.

Czerniak – zabójca
Czerniak to złośliwy nowotwór skóry, błon śluzowych lub błony naczyniowej gałki ocznej. Należy do najgroźniejszych raków, gdyż wykazuje bardzo dużą złośliwość, szybko narasta i daje wczesne i liczne przerzuty. Najczęstszym umiejscowieniem czerniaka jest skóra (90%), ale może on także powstawać w innych miejscach gdzie obecne są melanocyty, czyli komórki barwnikowe wytwarzające melaninę.

(tekst pochodzi ze strony www.gloswielkopolski.pl)

Dziuba, Łybacka i inni szukają pieniędzy na szczepionkę na czerniaka 16.06.2012

Marta Żbikowska, Danuta Pawlicka

Szczepionka opracowana przez profesora Andrzeja Mackiewicza to metoda eksperymentalna. Nie może jej więc finansować NFZ. Żeby tak się stało lek należy zarejestrować. A do tego potrzebne jest przeprowadzenie III etapu badań klinicznych, którego koszt to 20 milionów złotych, które mają pochodzić z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Zanim jednak dopełnione zostaną wymagane procedury, chorzy zostaną bez leku. Na samą produkcję i podanie szczepionki potrzeba około 1,5 miliona złotych. I o te pieniądze rozpaczliwie walczą pacjenci oraz profesor Mackiewicz.

Po naszej publikacji Poznań: Chorzy na czerniaka czekają na śmierć swoją pomoc obiecali wielkopolscy parlamentarzyści z różnych ugrupować politycznych. – Wielokrotnie występowałem w tej sprawie – przypomniał poseł Tadeusz Dziuba z PiS. – Najpierw mój wniosek dwukrotnie został odrzucony przez komisję finansów, kiedy starałem się wnieść poprawkę do budżetu, potem odpadł w sejmowym głosowaniu nad poprawką.

Poseł Dziuba zwrócił się więc osobiście do ministra zdrowia, aby ten przeznaczył środki na szczepionkę z rezerwy ogólnej. Rozmowa nie przyniosła efektów, więc poseł wystąpił do ministra z pisemną prośbą. Do dzisiaj nie doczekał się odpowiedzi.

– Koalicja rządowa odrzucając tę poprawkę wykazała daleko idącą nieroztropność – ocenia Dziuba.

Równie zaangażowana w sprawę walki o pieniądze na ratowanie życia pacjentów chorych na czerniaka jest posłanka SLD Krystyna Łybacka.

– Sprawa życia jest tu najważniejsza, ale kontynuowanie tych badań to także prestiż polskiej nauki, to możliwość zdobycia polskiego patentu na ważny lek, to także dodatkowe miejsca pracy przy ewentualnej produkcji tego leku – wylicza posłanka Łybacka. – Moim zdaniem, rozwiązaniem jest tu porozumienie się ministra zdrowia z ministrem nauki i o tym będę rozmawiać w najbliższym czasie z minister Orłowską.

Posłanka Łybacka twierdzi, że sprawę może rozwiązać rozporządzenie, a jego wydanie leży tylko w gestii ministra.

– Przy dobrej woli, zmiany w rozporządzeniu można przeprowadzić w ciągu trzech tygodni, ale minister musi tego chcieć – uważa Łybacka.

– Tyle się mówi o potrzebie inwestowania w innowacyjne metody, a jak znajduje się ktoś na tyle szalony, że podejmuje się stworzenia czegoś nowego, to podcina mu się skrzydła – mówi Łybacka.

Posłowie z koalicji rządowej też deklarują zaangażowanie w sprawę, choć głosowali przeciwko poprawce budżetowej.

Ta poprawka została wniesiona przez opozycję tylko po to, aby zaistnieć – uważa Waldy Dzikowski, poseł PO. – Czasami sprawy są bardziej skomplikowane, niż to się nam wydaje.

Poseł obiecuje jednak, że sam będzie inicjatorem porozumienia wielkopolskich parlamentarzystów, którzy mieliby razem podejmować odpowiednie działania.

– W obliczu życia i śmierci kolory partyjne nie mają znaczenia – mówi Waldy Dzikowski. – Spróbuję monitorować tę sprawę i porozmawiam jeszcze z ministrem zdrowia – zapewnia.

Z pisemną prośba o zajęcie się sprawą szczepionki na czerniaka wystąpił do ministra zdrowia także poseł PO Rafał Grupiński. On również nie doczekał się odpowiedzi.

– Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że sprawa jest aż tak pilna – przyznaje Grupiński. – Nie wiedziałem, że pacjenci przyjęli już ostatnią dawkę leku. Ale jeśli tak jest, to będę starał się szybko działać. Natychmiast postaram się napisać interpelację – zapewnia.

(tekst pochodzi ze strony www.gloswielkopolski.pl)

Chorzy na czerniaka czekają na śmierć 15.06.2012

Danuta Pawlicka

Tylko pan Bóg o nas nie zapomniał, bo dał nam życie. A gdzie jest rząd, politycy? W Warszawie udają, że poznańska szczepionka na czerniaka, raka skóry, nie istnieje. Gdzie mamy się udać? To tylko część żalu, buntu i rozpaczy chorych, którzy z całej Polski przyjechali wczoraj do Poznania po ostatnie dawki “leku życia”.

Wszyscy dobrze się znają. Od wielu lat spotykają się bowiem, jak teraz w czwartek, przed tymi samymi drzwiami Zakładu Diagnostyki i Immunologii Nowotworów Wielkopolskiego Centrum Onkologii. Niektórzy jechali całą noc, a jeszcze inni nawet półtorej doby. Takie jednak niedogodności ich nie przerażają:

– Nas dobija niepewność, że zabraknie szczepionki, a przecież my żyjemy tylko dzięki niej – mówi pan Marek spod Białegostoku, który, podobnie jak wszyscy pozostali, wczoraj usłyszał, że w lipcu nie będzie już kolejnej dawki.

– Staram się nie stresować pacjentów, którzy boją się usłyszeć, że szczepionki nie będzie – tłumaczy Marzena Libera, sekretarka medyczna pilnująca grafika przyjazdów chorych. To bardzo ważne, bo dla uzyskania trwałego efektu trzeba przyjmować raz w miesiącu dawki przypominające.

– Nasza szczepionka musi być podawana do końca życia – podkreśla prof. Andrzej Mackiewicz, jej twórca, kierownik Katedry Biotechnologii Medycznej UM. Dzisiaj poznański naukowiec staje przed groźbą “wygaszenia jej produkcji”. Wyczerpały się pieniądze, nie będzie leku. Nie ma co udawać, czym to się skończy dla 128 Polaków systematycznie pielgrzymujących do Poznania.

– Moje życie zależy tylko od szczepionki. Dostałem od innych lekarzy 7 miesięcy życia, a żyję już osiem lat – opowiada Wiesław Wójtowicz z Chełma. Mieszkaniec Lubelszczyzny dziwi się, że w Warszawie lansują zachodni lek za 300 tys. zł, a milczą, gdy mówi się o taniej polskiej szczepionce prof. Mackiewicza.

Pani Haliny z Ełku nic już nie zaskoczy, gdy słyszy, że w lipcu nie przyjedzie po “przedłużenie życia”. – Gdy byliśmy zdrowi, poświęcaliśmy się dla kraju, a teraz co robi dla nas państwo, Kościół? Nikogo nie obchodzimy. Szczepionka dała mi 12 lat życia. Każdy z polityków pilnuje tylko własnego stołka, chyba że zachoruje ktoś z jego rodziny. Proszę napisać: moje państwo jest nieprzyjazne dla chorych i to mówię do premiera Tuska – wyrzuca z siebie nagromadzony żal.

W oczekiwaniu na ostatnią już dawkę leku trwała wczoraj swoista licytacja, kto dłużej zawdzięcza mu życie. Ryszard z Kielc 12 lat temu otrzymał pierwszy raz szczepionkę, gdy przerzuty raka opanowały niemal cały jego organizm. Robert K. z Częstochowy 9 lat temu usłyszał od lekarzy, że nie można mu pomóc. Trafił do Poznania i żyje. Mieszkanka Piotrkowa Trybunalskiego znalazła tutaj ratunek w 2003 roku, a pani Wiesława z Torunia dwa lata później. Od siedmiu lat szczepionka trzyma przy życiu 44-letnią Barbarę spod Wadowic. Dzięki niej żyje też Wielkopolanin Jan Pieprzyk ze Śremu, który walkę z czerniakiem rozpoczął w Niemczech.

– W Hamburgu, 11 lat temu, usłyszałem o naszej szczepionce z wielką przyszłością – wspomina.

Ten poznański lek z przepowiadaną karierą uratował 46-letniemu Wielkopolaninowi wątrobę obsypaną ośmioma przerzutami raka. Wczorajsza kontrola także wykazała brak wznowy. Bez kolejnej dawki takiego cudu już nie będzie.

Szczepionka z Poznania
Nad poznańską szczepionką badania, pod kierunkiem prof. Mackiewicza, trwają od ponad 20 lat. Zakończyła się II faza badań klinicznych. Na ich zakończenie brakuje 20 mln zł. Bez tych pieniędzy nie uda się zamknąć wyników uzyskanych przed dwie dekady. A są nimi konkretne sukcesy terapeutyczne – ludzie żyjący po kilkanaście lat od zdiagnozowania złośliwego raka (czerniaka). Wśród ocalonych są chorzy, którym nie dawano nadziei, bo mieli liczne przerzuty, także do mózgu, wątroby. Kontynuowanie leczenia 128 chorych to koszt zaledwie miliona złotych na rok. Poprawka zgłoszona do budżetu w tej wysokości i na taki cel została przez posłów obecnej koalicji odrzucona. Nie poparli jej także wielkopolscy parlamentarzyści.

(tekst pochodzi ze strony www.gloswielkopolski.pl)

Solaria a rak skóry

Naukowcy z Uniwersytetu Yale uważają, że można by uniknąć co czwartego przypadku raka skóry, gdyby wprowadzono ogólny zakaz korzystania z solariów. Ich zdaniem to najlepszy dowód na to, że takie opalanie się jest bardzo niebezpieczne.
Zjawisko to występuje częściej u kobiet i ryzyko wzrasta wraz z częstotliwością i długością korzystania z opalających łóżek.

Jednak największym zmartwieniem lekarzy jest to, że rak podstawnokomórkowy pojawia się u coraz młodszych kobiet, mimo że wiele państw wprowadza zakaz korzystania z solarium przez nieletnich – informuje “Daily Mail”.

Do tej pory naukowcy byli przekonani, że to promienie UVB (krótsze) są odpowiedzialne za wywoływanie raka skóry. Jednak ostatnie badania brytyjskich uczonych pokazują, że może być inaczej. Według dotychczasowych teorii promienie ultrafioletowe typu A (dłuższe) działają tylko na naskórek i powodują zmarszczki i szybsze starzenie się skóry. Okazało się jednak, że penetrują one głębsze partie skóry uszkadzając komórki – mówi profesor Antony Young. Profesor Young podejrzewa nawet, że naukowcy skupiali się nie na tych promieniach UV, na których powinni. Eksperyment na kilkunastu osobach pokazał bowiem, że komórki uszkodzone przez promienie UVB regenerowały się po kilku tygodniach.

Natomiast te uszkodzone przez UVA błyskawicznie się dzieliły, przez co ryzyko powstania nowotworu znacznie się zwiększało. Sprawa jest o tyle poważna, że promienie UVA nie powodują oparzeń i osoba, która przesadziła z opalaniem nawet nie zdaje sobie sprawy na jakie ryzyko się wystawiła – donosi “Daily Mail”. Odkrycie brytyjskich naukowców stawia również w zupełnie innym świetle solaria, które emitują mniej promieni UVB, w przeciwieństwie do UVA. To może oznaczać, że popularna sztuczna opalenizna może skończyć się śmiertelną chorobą.

(tekst pochodzi ze strony www.dziennik.pl)

Solaria

Liczba zachorowań na raka skóry wzrasta w alarmującym tempie. Najczęściej czerniaka diagnozuje się u kobiet poniżej 30. roku życia, które wcześnie zaczęły korzystać z solarium. Czy sytuację odmieni prawo zakazujące nastolatkom sztucznego opalania?

Nastolatki z Kalifornii, które marzą o opaleniźnie, będą musiały poczekać na 18. urodziny zanim udadzą się do solarium. Takie prawo wejdzie w życie w 2012 roku. Ustawodawcy w tym amerykańskim stanie wprowadzili zakaz korzystania z salonów do opalania osobom poniżej 18. roku życia. Ustawę w tej sprawie w niedzielę podpisał gubernator Kalifornii Jerry Brown.

Zakaz używania solariów przez nastolatki wprowadzono w związku z rosnącą w alarmującym tempie liczbą przypadków zachorowania na raka skóry. Najczęściej tego typu nowotwór wykrywany jest u młodych kobiet poniżej 30. roku życia. Wiele z nich bardzo wcześnie rozpoczęło sztuczne opalanie.

Obecnie w Kalifornii już obowiązuje prawo zakazujące dzieciom w wieku poniżej 14 lat korzystania z solariów. Nastolatki w wieku od 15 do 17 mogą to robić pod warunkiem, że wydadzą na to zgodę ich rodzice.

Jednak od 1 stycznia 2012 z salonów do opalania będą mogły korzystać tylko osoby, które mają skończone 18 lat. Kalifornia stanie się też pierwszym amerykańskim stanem z prawem z takim limitem wiekowym.

(tekst pochodzi ze strony www.dziennik.pl/nowotwory)

Przełomowe odkrycie, na które zabrakło pieniędzy 28.11.2011

Halina Pilonis
(Red. Martyna Szydłowska)

Wynalazł lek na czerniaka, ale nie ma pieniędzy, aby doprowadzić do jego rejestracji i wprowadzenia na rynek. 128 pacjentów prof. Andrzeja Mackiewicza chorych na nieuleczalną chorobę żyje, pracuje i nie odczuwa żadnych skutków ubocznych terapii.

– Jego radość z sukcesu – z tego, że żyjemy – przeplata gorycz, bo przez ostatnie lata nie może znaleźć środków na zakończenie badań i naszą terapię – mówi Mirosława Skitek, pacjentka prof. Mackiewicza.

Prof. Andrzej Mackiewicz jest kierownikiem Zakładu Immunologii Nowotworów Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu oraz Zakładu Diagnostyki i Immunologii Nowotworów Wielkopolskiego Centrum Onkologii. Wraz z zespołem rozpoczął pracę nad szczepionką 20 lat temu. Pierwszą dawkę podano pacjentowi już po czterech latach badań – 6 stycznia 1995 r. – Kiedy zaczynaliśmy podawanie szczepionki, nikt nie wierzył, że chorzy przeżyją aż tak długo. Do tej pory na świecie poprawa przeżycia chorych o kilka tygodni, byłaby już olbrzymim sukcesem. Tymczasem nasi pacjenci, którzy nadal żyją leczeni są od 7 do 14 lat. Żaden inny lek na czerniaka dotychczas nie wykazał takich efektów – wyjaśnia prof. Mackiewicz.

O mały włos architekt

W rodzinie prof. Mackiewicza wszyscy byli architektami i on też miał studiować architekturę. Jednak trzy miesiące przed egzaminami wstępnymi na uczelnię najbliżsi koledzy namówili go, aby wraz z nimi zdawał na medycynę. – Pomyślałem sobie zostanę ginekologiem i będę zarabiał dużo kasy – wspomina. Studia medyczne wciągnęły go bardzo. Już od drugiego roku pracował w kole naukowym. Interesowała go medycyna doświadczalna. Rozpoczął w Zakładzie Patologii. Patomorfologia w porównaniu z ginekologią to mało intratna specjalizacja. Pozwoliła mu jednak na zarobienie całkiem niezłych pieniędzy podczas studiów. Dzięki temu, że jego rodzice w czasie urlopu w Świnoujściu poznali szwedzkie małżeństwo, udało mu się wyjechać na wakacje do Szwecji i zatrudnić w tamtejszym szpitalu. Od czwartego roku studiów pracował w czasie wakacji w szwedzkim szpitalu już jako lekarz.

Szwedzkie zdobycze

– W tamtych czasach Polska była zupełnie odcięta od światowego krwiobiegu wiedzy. Nie było dostępu do zagranicznych czasopism naukowych. Zwoziłem więc prasę medyczną do Polski. Pracowałem jako patolog i szwedzcy koledzy otoczyli mnie opieką. Jak wracałem do Polski przywoziłem odczynniki i aparaturę do badań. Dzięki temu już w trakcie studiów mogłem prowadzić badania – wspomina. Wraz ze swoim patronem prof. Janem Brębowiczem opublikował w tamtych latach w Scandinavian Journal of Immunology i Placenta wyniki oryginalnych badań nad markerami płodowo-nowotworowymi. Efektem transbałtyckiej współpracy były nie tylko publikacje naukowe, ale też dostatnie życie. – Pierwszy samochód – Fiata 125p kupiłem – będąc jeszcze studentem – w Peweksie, gdzie zamierzałem nabyć dżinsy – kosztowały wtedy 7 dolarów. Zobaczyłem, że Fiat 125p był przeceniony z 1530 na 1340 dolarów. Poszedłem więc do domu, wziąłem tę sumę i go kupiłem – opowiada.

Odkrycia z prosektorium

Zgodnie z tematyką swoich badań, zrobił specjalizację z patomorfologii. Dorabiał przeprowadzając sekcje zwłok. Swoim Fiatem 125p jeździł po małych okolicznych szpitalach, gdzie pracował jako patomorfolog. Dzięki temu dokonał kolejnego odkrycia. Robił sekcję zwłok pacjentowi, który zmarł na raka. – W tym czasie diagnostyka obrazowa nie była taka, jak dzisiaj i w większości przypadków nieznana była przyczyna zgonu chorego. Za życia pacjenta stwierdzono w jego krwi antygen nowotworowy typowy dla pierwotnego raka wątroby. Nie odpowiadał on jednak temu rakowi jakościowo. W czasie sekcji przeprowadzonej w Lesznie okazało się, że pierwotny guz był zlokalizowany w trzustce, a w wątrobie były przerzuty. Dzięki temu udało się zróżnicować pierwotnego od przerzutowego raka wątroby – opowiada. Wyniki swoich badań zamieścił w Scandinavian Journal of Immunology. Wiele lat później podobnego odkrycia dokonali Japończycy. Cytowali nawet pracę Mackiewicza, ale stwierdzili, że w jego badaniach nie było odpowiednich badań statystycznych. Po obronie doktoratu zaczął pracować w Klinice Chorób Zakaźnych w Poznaniu, ponieważ na patologii nie było dla niego etatu. Specjalizował się więc z interny. W tym czasie zajmował się badaniami antygenów wirusa wywołującego żółtaczkę typu B. Odkrył, że w zależności od stadium choroby zachowują się one różnie.

Rodzina nigdy nie przeszkadza

Po trzech latach pracy w Klinice Chorób Zakaźnych przeniósł się do poznańskiej Kliniki Reumatologii i Zakładu Immunologii. Potem wyjechał na staż do Cleveland w Ohio. – Pojechałem tam z żoną i dwójką dzieci – wspomina. Swoją żonę poznał jeszcze w liceum nad jeziorem koło Konina, gdzie mieszkał. Ona wówczas uczyła się w liceum pielęgniarskim. – Opalała się na pomoście i nie mogłem się opanować, żeby nie wrzucić jej do wody – opowiada. Kiedy ona również zaczęła studiować medycynę w Poznaniu, pobrali się. Córka urodziła się, gdy Mackiewicz był na czwartym roku, a syn – dwa lata później. Dziś również są lekarzami. Kiedy wyjechali do USA córka miała 9 lat, a syn 7. Dzieci poszły do amerykańskiej szkoły. Przez półtora roku w USA prof. Mackiewicz zajmował się ekspresją genów białek występujących w ostrych i przewlekłych stanach zapalnych. Mackiewiczowie nie chcieli zostać w USA. W Poznaniu mieli dom i przyjaciół. Po powrocie do Polski żona profesora, dr Krystyna Mackiewicz ze względu na alergię na lateks musiała zrezygnować z pracy okulistki. Ukończyła Studium Podyplomowe Akademii Ekonomicznej w Poznaniu i obecnie jest dyrektorem Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Udany eksperyment to jeszcze nie lek

Po powrocie z USA Mackiewicz napisał habilitację i przeniósł się do Katedry Onkologii. Podczas rocznego stażu w Niemczech uczył się inżynierii genetycznej i biologii molekularnej. – Dlaczego właściwie zająłem się czerniakiem? Czerniak jako model badawczy jest bardzo interesującym nowotworem. Czasami człowiek własnymi siłami potrafi go zahamować. To był przypadek – wspomina. – Do komórek czerniaka mysiego wprowadziliśmy gen kodujący pewien rodzaj białka. Tak zmodyfikowane komórki przestały się rozwijać po wstrzyknięciu myszkom. To był początek prac nad opracowaniem i rozwojem leczniczej szczepionki czerniakowej – opowiada. Potem zaczął podawać szczepionkę pacjentom. Preparat, który podawany jest chorym to unieśmiertelnione komórki czerniaka zmodyfikowane genetycznie. Pobrano je kilkanaście lat temu od chorych, poddano specjalnej obróbce i zamrożono w ciekłym azocie. Po rozmrożeniu i podaniu chorym wytwarzają białko, które dostarcza dodatkowej stymulacji układowi immunologicznemu zmuszając go do rozpoznawania komórek nowotworowych i ich niszczenia. Jednak aby jakiś lek wszedł na rynek, nie wystarczy go wynaleźć i udowodnić, że wyleczył kilku pacjentów. Wymogi dotyczące rejestracji leku są bardzo restrykcyjne i kosztowne.

Długa i kosztowna droga

Badania nad skutecznością i bezpieczeństwem leku przeciwnowotworowego najpierw prowadzi się na niewielkiej liczbie terminalnie chorych na nowotwór. Ostatecznie trzeba lek podawać od kilkuset do kilku tysięcy pacjentów w kilkunastu klinikach przez kilka lat. Firmy farmaceutyczne prowadzą badania z użyciem od 5 tys. do 10 tys. substancji, a tylko jedna z nich pojawia się na rynku. Na efekt takiej inwestycji trzeba czekać nawet 10 i więcej lat, a ryzyko jest duże. 95% projektów w czasie badań klinicznych pada. Koszty takich badań szacowane są na około miliard dolarów. Rzeczywisty koszt wykonania badań ostatniej fazy wynosi 200 mln dolarów. Wokół każdej firmy farmaceutycznej skupieni są doradcy, którzy decydują, jakie badania firma będzie finansować. Na rynku jest olbrzymia konkurencja. Jeśli firma zdecyduje się podjąć badania nad jakimś lekiem, dla innych oznacza to brak finansowania.

W poszukiwaniu pieniędzy

Badania Prof. Mackiewicza finansowane były przez długi czas ze środków publicznych w tym ministerstwa zdrowia, ministerstwa nauki, Komitetu Badań Naukowych, kas chorych i funduszy inwestycyjnych, które angażowały się finansowo w biotechnologię. – W ciągu 20 lat szczepionkę podawaliśmy 450 chorym z zaawansowanym czerniakiem w tym sporej grupie w stanie terminalnym. 128 z nich żyje nadal – mówi. Teraz jednak skończyły się pieniądze. Tymczasem chorzy muszą regularnie dostawać lek co miesiąc, bo choroba może wrócić. Aby dokończyć badania profesor, próbuje pozyskać środki z różnych źródeł. Nie dostał ich w ramach Programu Innowacyjna Gospodarka finansowanego z funduszy europejskich. Założył firmę biotechnologiczną w Anglii i tam znalazł inwestora, który jednak w wyniku kryzysu finansowego w 2008 roku zbankrutował. Podobnie było w Irlandii. Zwracał się o pomoc do decydentów. Zwłaszcza, że niektórzy z nich prosili go wcześniej o leczenie ich znajomych. Nie pamiętali. Przeznaczył własne dwa miliony złotych, aby wytwarzać szczepionkę potrzebującym chorym. To wciąż jednak za mało. Obecnie potrzebne jest ok. 20 mln zł, aby doprowadzić badania do takiego stanu, w którym będzie można przedstawić je firmom farmaceutycznym.

Co finansuje państwo

Prof. Mackiewicz szuka inwestorów, aby móc kontynuować badania. Jednak palącym problem stało się utrzymanie przy życiu 128 pacjentów. Szczepionkę muszą otrzymywać co miesiąc. Jej koszt to tysiąc złotych miesięcznie. NFZ nie chce finansować terapii, bo lek jest niezarejestrowany. Podopieczni profesora założyli Stowarzyszenie Chorych na Czerniaka i sami próbują pozyskać fundusze. – Pieniądze na finansowanie terapii skończyły się 2 lata temu. Od tego czasu zwracamy się do każdego ministra zdrowia o pomoc. Właściwie pukamy wszędzie. Od grudnia ubiegłego roku pisałam do minister Kopacz. W czerwcu tego roku dostałam odpowiedź, że resort zdrowia nie sponsoruje badań klinicznych ? mówi szefowa stowarzyszenia Mirosława Skitek. W tym roku w UE został zarejestrowany na czerniaka lek ipilimumab. Terapia przewiduje jeden trzymiesięczny cykl składający się z 4 wlewów dożylnych. Jeśli zastosujemy ją np. u pacjenta o masie ciała 75 kg, to jej cena wyniesie około 85 tys. euro. W Polsce pacjenci mogą starać się o sfinansowanie tej terapii przez NFZ w ramach chemioterapii niestandardowej. – Lek działa u co piątego pacjenta i wywołuje dużo działań niepożądanych. Nasza szczepionka jest skuteczna u 60% chorych i nie ma żadnych skutków ubocznych ? mówi prof. Mackiewicz.

Co powiedzieć ocalonym

Chorzy, którym profesor podawał szczepionkę od 1997 r. mieli przerzuty do wielu narządów i w zasadzie powinni już nie żyć, ale żyją i czują się dobrze. Do profesora Mackiewicza przyjeżdżają pacjenci z całego świata. W Polsce nikt jednak nie chce sfinansować leczenia 128 pacjentów, u których rozpoczęto terapię. ? Chorzy patrzą mi w oczy i pytają, panie profesorze co mam zrobić? Położyć się do trumny i czekać aż umrę? Nie wiem, co im powiedzieć. Czuję się za nich odpowiedzialny – mówi. Przypomina, że w projekt zainwestowano już ok. 80 mln zł. Chce się ubiegać o pieniądze z grantu naukowego w ramach tworzonego programu w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Na razie jednak potrzebuje co miesiąc 100 tys. zł na lek dla 128 osób.

(tekst pochodzi ze strony www.medonet.pl)

SKANDAL! Nie ma pieniędzy na dokończenie badań 28.11.2011

Ewa Mroczkowska

Tysiące godzin przy mikroskopie i łóżkach pacjentów, nieprzespane noce… Prof. Andrzej Mackiewicz (57 l.) z Poznania poświęcił życie, by wynaleźć lekarstwo na raka. A jego kilkunastoletni trud właśnie stanął pod znakiem zapytania. Profesor nie ma pieniędzy na dokończenie ostatniej fazy badań. Dla 128 chorych, którzy w ramach eksperymentu badawczego przyjmują szczepionkę i są żywym dowodem jej skuteczności, to dramat.

Prof. Andrzej Mackiewicz z Wielkopolskiego Centrum Onkologii w Poznaniu to jeden z najwybitniejszych immunologów w Europie. Prace nad szczepionką na raka skóry, które rozpoczął kilkanaście lat temu, były bardzo trudne. Czerniak to wyjątkowo podstępny nowotwór, oporny na leczenie. Ale długi i mozolny trud się opłacił. Profesor wynalazł specyfik, który zatrzymuje nowotwór, a nawet całkowicie go leczy. Choć w nazwie jest to szczepionka, to jednak ma działanie terapeutyczne. Podaje się ją choremu już w trakcie choroby. Lek pobudza układ odpornościowy pacjenta, a organizm samodzielnie zwalcza nowotworowe komórki.
– To innowacyjne i stosunkowo tanie postępowanie, a jednak wciąż borykam się z problemami finansowymi – mówi lekarz i dodaje, że kiedy ponad 15 lat temu znalazł ponad setkę chorych, którzy zgodzili się wziąć udział w eksperymentalnym leczeniu, nie spodziewał się, że nadejdzie taki dzień, gdy będzie musiał odmówić im podawania szczepionki.
– Początkowo badania były finansowane z Komitetu Badań Naukowych, potem znalazłem prywatnego sponsora, w końcu finansowałem je z własnej kieszeni, ale i te środki się skończyły – mówi profesor. Dodaje, że wielokrotne obietnice pomocy wygłaszane przez rząd zawsze kończyły się na słowach. A bez dokończenia badań lek nie ma szans na zarejestrowanie i refundację z NFZ.
Chorzy, którzy raz w miesiącu przyjmują lek, są przerażeni. – To dla nas wyrok śmierci – mówią. – Niestety, badania pokazują, że przerwanie leczenia powoduje nawrót choroby – mówi bezradnie prof. Mackiewicz. Pani Krystyna (67 l.) spod Gubina (woj. lubuskie) szczepionkę profesora Mackiewicza przyjmuje już od 9 lat:
– Do profesora Andrzeja Mackiewicza zgłosiłam się z najgorszym stadium czerniaka. Lekarze nie dawali mi szans na przeżycie roku. A jednak żyję. Choroba się cofnęła, a ja nie mam żadnych skutków ubocznych. Nie wypadły mi włosy, nie schudłam. Żyję i mogę cieszyć się moimi wnukami. Gdy dowiedziałam się, że następnej dawki leku nie będzie, świat mi się nagle zawalił. Nie wiem, co ze mną będzie. Boję się o swoje życie…

(tekst pochodzi ze strony www.se.pl)

Nasi partnerzy:

Zapisz się do naszego newslettera
Możesz zapisać się do naszego newslettera, aby otrzymywać informacje o planowanych badaniach videodermatoskopowych.

Harmonogram planowanych akcji przesiewowych z użyciem videodermatoskopu

  • 17.05.2025 r. Pniewy
  • 07.06.2025 r. Koziegłowy
  • 14.06.2025 r. Puszczykowo

Przekaż nam 1,5% podatku

Przekazanie 1,5% z Twojego podatku PIT nic Cię nie kosztuje, a w ten sposób możesz pomóc wielu potrzebującym.
KRS 0000219057

Firmy mogą dokonać darowizny na nasze konto

Stowarzyszenie Chorych na Czerniaka
ul. Retmańska 19
60-480 Poznań
ING Bank Śląski o/Poznań 14 1050 1520 1000 0090 7142 1854
KRS 0000219057

Wzór umowy darowizny ze Stowarzyszeniem Chorych na Czerniaka: Umowa darowizny.

Informacja prawna na temat ulgi podatkowej z tytułu darowizny dla osób fizycznych i prawnych:Informacja prawna - darowizna - ulga podatkowa
W celu przygotowania umowy darowizny proszę kontaktować się z stowczerniak@gmail.com
Podpisanie umowy nie jest konieczne do skorzystania z ulgi podatkowej (wystarczające jest potwierdzenie przelewu). Opcję podpisania umowy darowizny adresujemy do firm, w których polityka firmy lub wewnętrzne procedury wymagają podpisania umowy, by dokonać przelewu.

Program Profilaktyki Nowotworów Skóry
PPNS Program został zrealizowany i zakończony.